sobota, 3 grudnia 2011

Nie tak dawno temu...

Piszę z "pożyczonego" komputera, daleko od domu, w zupełnie innym trybie...:) Już wkrótce powrót do rzeczywistości (i do nowych przepisów), ale dziś jeszcze inny, powolny świat.

Jak Wam wspominałam, jeszcze nie tak dawno temu wygrzewałam się we włoskim słońcu i włóczyłam po zaułkach Rzymu i Florencji (no i może jeszcze po kilku sklepach w Mediolanie...;)). Dziś, gdy za oknem ciemno i zimno, publikuję kilka zdjęć z podróży - nie tak dalekiej, ale jakże innej klimatycznie!

niedziela, 27 listopada 2011

Korzenna zupa z pieczonej dyni i gruszek



Ach, jak wspaniałe rzeczy działy się ostatnio w moim domu! Jak nareszcie zapachniało Świętami, i nawet zapadające w środku dnia ciemności nie są w stanie popsuć mi humoru, bo w końcu wczesne wieczory to zapowiedź Bożego Narodzenia:)

Wczoraj wieczorem urządziliśmy w domu rodzinną kolację z okazji Święta Dziękczynienia. Może i nie polska to tradycja, ale jednak tradycja bardzo piękna i nie widzę, czemu jej nie powielić – bo warto raz do roku spotkać się i podziękować za to wszystko, co mamy w życiu, za kolejny dobrze spędzony rok. Na co dzień żyjemy w takim pędzie, że nawet nie ma kiedy przystanąć i zastanowić się, ile dobrego przychodzi do nas każdego dnia – dobrego, które wydaje się nieraz trywialne, a jednak to ono powoduje, że robi nam się ciepło w środku. Wspólnie zjedzony posiłek, czyjeś miłe słowo, list od przyjaciółki, która mieszka daleko, kubek gorącej herbaty, gdy na dworze zimno i ciemno, kęs ciasta, które jest pyszne – oj, jakie pyszne, nowa książka – tak ciekawa, że nie można się oderwać… to dzięki takim miłym akcentom na naszych buziach pojawia się uśmiech, to dzięki nim dzień należy do udanych. Nieraz w oczekiwaniu na wielkie zdarzenia pozwalamy, by wiele tych pięknych chwil minęło niepostrzeżenie, zamiast zrozumieć, że to właśnie umiejętność znajdywania niezwykłości w codzienności pozwala nam budować długotrwałe szczęście.

Cieszyć się z rzeczy małych. Doceniać to, co dookoła.

Smakować życie.


Korzenna zupa z pieczonej dyni – przepis mojej Mamy :)

Na 8 porcji potrzebujesz:

3 kg dyni
4-5 gruszek
1 l bulionu warzywnego
korzeń świeżego imbiru (ok. 8-10 cm)
1-2 łyżeczki imbiru w proszku
1-2 łyżeczki proszku curry
sól
sok z 2 pomarańczy
2 łyżeczki masła
3 łyżki śmietany + po jednej łyżeczce do przybrania
prażone pestki dyni lub migdałów – do przybrania



Gruszki obierz i przekrój na pół, wytnij gniazda nasienne. Ugotuj do miękkości w niewielkiej ilości lekko posłodzonej wody (2-3 łyżeczki cukru). Gdy zmiękną, odcedź i odstaw. W czasie, gdy gruszki się gotują, nastaw piec na temperaturę 200º C.

Dynię pokrój w grube części w taki sam sposób, w jaki kroisz arbuza. Nie odcinaj z nich skórki, natomiast wytnij i wyrzuć włóknisty środek z pestkami Następnie kawałki dyni połóż na blasze skórką do dołu i wstaw je do piekarnika na ok. 30-40 minut, aż będą zupełnie miękkie i przypieczone. Dynię wyjmij, ostudź i łyżką oddziel miąższ od skóry, co po upieczeniu powinno być bardzo łatwe. Skórę wyrzuć, miąższ przełóż do blendera lub garnka, w którym będziesz rozcierać zupę. Dorzuć ugotowane gruszki i zmiksuj na jednolitą masę. Wlej 0,5 l bulionu warzywnego i cały sok z pomarańczy, wetrzyj korzeń imbiru. Zagotuj pod przykryciem. Zupa powinna mieć konsystencję gęstego kremu. Jeśli jest za gęsta – dodaj więcej bulionu. Możesz też użyć wody, w której gotowały się gruszki.

Po ok. 10 minutach zdejmij zupę z ognia i dopraw proszkiem curry, sproszkowanym imbirem i solą. Całość powinna mieć korzenny, orzeźwiający smak. Dodaj śmietanę. Na patelni zrumień na 2 łyżeczkach masła pestki dyni lub płatki migdałowe i osusz je na papierowym ręczniku. Przy podawaniu, każdy talerz zupy ozdób kleksem śmietany i szczyptą prażonych pestek.

* Zupę możesz przygotować tuż przed podaniem, ale jeśli możesz, spróbuj zrobić ją nawet dzień wcześniej – dzięki temu smaki się zintensyfikują.

środa, 23 listopada 2011

O przymiotach angielskiego śniadania


No i znowu miałam mały przestój. W moim życiu wiele się działo, laptopa zdążył już pokryć kurz, a mnie do tego wszystkiego udało się wyjechać na krótkie wakacje do Włoch. Relacja z podróży już wkrótce, a dziś kolejny wpis na temat kulinariów brytyjskich, który dołączam do akcji Festiwal Kuchni Brytyjskiej.

Było już o herbacie i nieodłącznych jej ciasteczkach maślanych, było o karmelowych flapjacks – teraz pora na kiełbaski i jajka sadzone.

Niektórzy twierdzą, że angielski sposób żywienia jest obrzydliwy i że „tego wszystkiego, co Anglicy serwują sobie na śniadanie, nie sposób zjeść z samego rana”. Właściwie coś w tym jest. Nie trzeba jednak długo mieszkać w UK, by dojść do pewnej gorzkiej życiowej obserwacji: że niejednokrotnie te właśnie nazbyt treściwe poranne posiłki to najlepsze, na co można liczyć w ciągu całego dnia. Tę przygnębiającą prawdę odkrywa się szczególnie wtedy, gdy mieszka się w akademiku lub gdy z jakiegokolwiek innego powodu jest się skazanym na jedzenie, które nie jest domowe. Stołówka, ready-meal z supermarketu, pizza na telefon… wszystko fajnie, ale na dłuższą metę ciężko to wytrzymać.

Że niby Włosi jedzą na śniadanie złociste, świeże ciastka z owocami i popijają je malowniczym cappuccino przy stoliku w ogródku pachnącej kawą kafejki? Może i tak, ale Włosi wiedzą, że to dopiero początek, mało znacząca uwertura przed całą operą kulinarnych wspaniałości: makaronów, pieczonych mięs i warzyw, słodkich, leciutkich deserów.

A na co niby mają się cieszyć Anglicy? Na ciapkowaty Shepherd’s Pie i ciasto, na które składa się suchy jak wiór biszkopt i gruba jak pierzyna warstwa słodkiego, twardego lukru? Żeby była jasność – jak już Wam pisałam, angielska kuchnia, gdy dobrze przyrządzona, jest naprawdę rewelacyjna. Niestety jednak w dobie galopującej postmodernistycznej mega-nowoczesności, która króluje na Wyspach, o taką dobrze przyrządzoną kuchnię bardzo trudno, bo nikt już za bardzo nie umie gotować… a jeśli nawet umie, to na gotowanie nie ma czasu – lub nie chce go mieć.

W takich okolicznościach – zapewniam Was – nic nie cieszy człowieka bardziej, niż perspektywa solidnego śniadania, które zrekompensuje wszelkie kulinarne niedociągnięcia na pozostałych etapach dnia. No bo jednak chrupiący bekon to chrupiący bekon, sadzone jajka to sadzone jajka, a pieczone pomidory to pieczone pomidory. Oczywiście i je także można zepsuć, jeśli się ktoś bardzo postara, ale powiedzmy sobie szczerze – nie jest to częste, zaryzykować można. Pozostają co prawda elementy sporne, jak scrambled eggs, czyli jajecznica z jajka rozbełtanego z mlekiem (osobiście nigdy nie byłam w stanie jej zjeść) czy fasolka w sosie pomidorowym, na którą przepis ogranicza się do dwóch prostych czynności: 1) kupić pomidorową fasolkę w puszce firmy Heinz; 2) przelać ją do rondelka i podgrzać, aż będzie gorąca.

Generalnie jednak angielskie śniadanie to naprawdę jest COŚ. Kiedyś stanowiło fundament brytyjskiego żywienia, dziś praktykowane jest w kilku dosłownie sytuacjach:

1)      Gdy stanowi najatrakcyjniejszy element dnia dla kogoś, kto musi polegać na szeroko pojmowanym angielskim masowym żywieniu;
2)      W hotelach, pubach i restauracjach – obowiązkowo! Niektóre puby reklamują się wręcz tym, że serwują tradycyjne śniadanie przez cały dzień – co ma właściwie sens.
3)      W weekendowe poranki na wielu angielskich stołach – jako ekstrawagancja w stylu „jest weekend – zaszalejmy!”
4)      Wszędzie tam, gdzie ludzie pozostają nieodpowiedzialni i wcale nie chcą się odchudzać, liczyć kalorii i rezygnować z licznych przysmaków na rzecz musli i odtłuszczonego mleka.

W pozostałych wypadkach na stołach króluje raczej to, co zdrowe i lekkie – tosty, owoce, płatki i jogurty.

W ramach eksperymentów kulinarnych warto jednak spróbować zrobić kiedyś w domu to „prawdziwe” angielskie śniadanie – szczególnie w weekendowy poranek, gdy zamiast wczesnego i ekspresowego śniadania można sobie pozwolić na trochę późniejszy, leniwy brunch:)

Przyznaję, że poniższe zestawienie nie zawiera wszystkich elementów angielskiego śniadania, bo inaczej chyba byśmy wszyscy pękli! Niektóre pozycje wyszły już użycia, na przykład smażony śledź – you’ve got to draw a line somewhere. Inne stosowane są wymiennie – jajka albo w formie „scrambled eggs” (wspomniana już jajecznica z mlekiem, która nie cieszy się moją sympatią), „poached eggs” (jajka w koszulkach), „fried eggs” (jajka sadzone) lub hard-boiled eggs (jajka na twardo).

Ja proponuję Wam dziś jajka sadzone, plasterki smażonego bekonu, angielskie kiełbaski, pieczone połówki pomidorów i tosty smażone w maśle (jedna z najlepszych rzeczy, jakie w życiu jadłam). Na fasolkę w sosie pomidorowym nie starczyło mi już energii, zresztą przepis podałam Wam już wyżej (to nie był żart! ;)). Częstym elementem angielskich śniadań są też smażone pieczarki, tzw. waffles (rodzaj gofrów, słodkich lub wytrawnych), oraz hash browns – przepyszne krokiety ziemniaczane odrobinę przypominające rösti.

Angielskie śniadanie zawsze dzieli się na dwie części – słoną i słodką. Swoisty śniadaniowy „deser” oznacza u Anglików gorące tosty z masłem i marmoladą lub z lemon/orange curd – wspaniałym słodkim kremem o smaku cytrynowym lub pomarańczowym. Ja także proponuję Wam słodkie zakończenie posiłku, pozwala doskonale przełamać zbytnią obfitość i wytrawność wcześniejszego etapu śniadania.

Spróbujcie sami! :)

A więc:

1)      Najlepiej zacząć od kiełbasek i pomidorków. Angielskie kiełbaski możecie kupić w Brytyjskim Sklepie na ul. Koszykowej w Warszawie, o czym dowiedziałam się dzięki uprzejmości mojej znajomej L. (dziękuję za cynk:)). Sprzedaż także on-line; szczegóły na końcu. Jeśli nie macie lub nie lubicie angielskich kiełbasek, możecie zastąpić je Waszymi ulubionymi kiełbaskami polskimi: frankfurterkami, parówkami lub cieniutkimi białymi kiełbaskami przypominającymi bawarską odmianę Weißwurst.
2)      Piekarnik nastaw na 200ºC. Pomidorki przekrój w poprzek i ułóż w płaskim żaroodpornym naczyniu. Każdą połówkę posyp solą. W małym kubeczku wymieszaj 1 łyżkę oliwy, 1 łyżeczkę octu balsamicznego i 2 łyżeczki cukru. Tak powstałą marynatą polej wierzch każdego z pomidorków – dzięki temu ładnie się zrumienią i nabiorą słodyczy. Jeśli akurat masz pod ręką świeży tymianek, na każdej połówce możesz ułożyć jego gałązkę.
3)      W tym samym naczyniu, na środku, ułóż kiełbaski. Delikatnie nasmaruj je oliwą oraz odrobiną słodkiego sosu chilli lub miodu – dzięki temu kiełbaski ładnie się zrumienią.
4)      Naczynie z pomidorkami i kiełbaskami wstaw do piekarnika na ok. 20 min, ewentualnie na trochę krócej, jeśli używasz innych kiełbasek.
5)      Rozgrzej patelnię. Gdy już będzie gorąca, dodaj 2-3 łyżki oleju i na gorący tłuszcz wrzuć cienkie plasterki bekonu lub boczku (ja zakładam ok. 2-3 na osobę). Gdy bekon się zrumieni, zdejmij go z ognia i osusz na papierowym ręczniku.
6)      Ponownie rozgrzej patelnię, nie usuwając oleju ze smażenia bekonu. Gdy olej będzie już gorący, wbij jajka (1-2 szt. na osobę, w zależności od apetytu:)). Każdy ma swoją metodę smażenia jajek tak, by białko się ścięło, a żółtko pozostało płynne Mój sposób polega na tym, że wrzucam jajka na bardzo gorący tłuszcz, po czym po ok. 20 sekundach przykrywam patelnię i smażę jeszcze przez ok. 15-20 sekund, aż białko się zetnie. Sekret polega na tym, że pod przykryciem tworzy się gorąca para, która bardzo szybko ścina białko od góry. Polecam:)
7)      W tym samym czasie na malutkiej patelni rozgrzej 1 łyżkę oleju z 3 łyżkami masła. Gdy są już gorące, wrzuć na nie kromki białego chleba (najlepiej użyć chleba tostowego lub bagietki) i obsmażaj z obu stron, aż chleb się zarumieni – taki butter bread to jeden z najlepszych elementów angielskiego śniadania!
8)      Na talerzach ułóż kromki butter bread, na nich połóż jajka sadzone. Następnie wyłóż na talerzu kiełbaski, pomidorki i bekon. Podawaj od razu!
9)      Gdy najecie się już bekonem i pomidorkami, czas na śniadaniowy „deser: :) W tosterze lub piekarniku zrumień kromki chleba (najlepiej oczywiście tostowego), po czym podawaj gorące z masłem i wspaniałymi słodkościami do wyboru: cierpką angielską marmoladą cytrusową (absolutny brytyjski hit!), kwaskowatym lemon curd lub orange curd, albo masłem orzechowym lub czekoladowym.



Gdzie dostaniecie angielskie specjały:

1)      The British Shop na ul. Koszykowej 30 w Warszawie: http://www.britishshop.pl. Sklep prowadzi także sprzedaż on-line, a jeśli mielibyście możliwość wybrania się tam osobiście, czeka na Was także prawdziwy angielski bar z Fish & Chips. Jeszcze raz wielkie podziękowania dla L., która pierwsza powiedziała mi o tym wspaniałym sklepie! Jego wielką zaletą jest to, że poza artykułami spożywczymi znajdziecie to także wyroby garmażeryjne: kiełbaski, sery Cheddar i Stilton, a nawet prawdziwe angielskie ready-meals.
2)      Spożywcze części Marks & Spencer. Nie każdy polski M & S je posiada, w Warszawie możecie napotkać je w Arkadii, a przede wszystkim w najnowszym Marksie na ul. Marszałkowskiej. Ofertę (choć niepełną) znajdziecie też na stronie internetowej sklepu.
3)      W powyższych sklepach dostaniecie też marmoladę i Lemon Curd, natomiast gdybyście chcieli te ostatni przygotować sami – polecam przepis Doroty, który znajdziecie tutaj.
4)      Angielskie sery dostaniecie też w La Fromagerie – sklepie z serami na ul. Burakowskiej, o którym wiele pisała swego czasu Lo.

wtorek, 18 października 2011

Orient Express. Błyskawiczna zupa ostro-kwaśna.



Nawet przepyszne dania nie muszą oznaczać wielu godzin spędzonych w kuchni. Oczywiście – przecieranie warzyw, peklowanie pieczeni  czy lepienie kołdunów może dać wiele radości i satysfakcji, ale czasem wystarczy tylko dobry przepis, kilka składników i wolny kwadrans lub dwa, by stworzyć coś naprawdę smacznego.

Nieważne, czy jesteście mistrzami sztuki kulinarnej, czy tylko jej sympatykami lub początkującymi uczniami – ekspresowe gotowanie warto opanować! Jeśli rozsmakowujecie się w pieczeniu chleba i robieniu domowych przetworów – zachowajcie sobie błyskawiczne gotowanie na sytuacje awaryjne. Jeśli z kolei gotujecie mało lub wcale – zachęcam Was do opanowywania kolejnych prostych, niezawodnych, acz smacznych przepisów, które uchronią Was od życia na zamawianej pizzy i hamburgerach.

Ja sama ekspresowych przepisów poszukuję zawsze i wszędzie, bo to dzięki nim znajduję czas na gotowanie nawet kilkudaniowych posiłków dla siebie i innych :)

Specjalnie z myślą o Was (i o sobie;)) stworzyłam zakładkę „ekspresowo”, do której włożyłam wszystkie szybkie i proste przepisy na pyszne, lekkie dania – niektóre tradycyjne, inne mniej, ale każdy powinien znaleźć w nich coś dla siebie. Dzisiejszy przepis na chińską zupę ostro-kwaśną również się do nich zalicza. Wprawdzie na pierwszy rzut oka lista składników wygląda podejrzanie długo, ale zapewniam Was, że to tylko pozory:) Zatem – do dzieła!


Zupa pikantno-kwaśna*

Dla 6 osób

600 g filetów z piersi kurczaka
2+3 łyżki oleju (najlepiej arachidowego)
4 ząbki czosnku
2 szalotki lub 1 średnia cebula
5 łodyżek świeżej kolendry wraz z liśćmi, posiekanych
30 g świeżego imbiru, przekrojonego na kilka kawałków
2 papryczki chilli, posiekane
3 łodygi trawy cytrynowej
6 liści limonki kaffir
2 l bulionu warzywnego lub drobiowego
3 łyżki sosu rybnego
100 g makaronu sojowego
1 pęczek zielonej cebulki, pokrojonej po przekątnej)
sok z 1-2 cytryn
garść liści kolendry, posiekanych

1)      Filety z kurczaka pokrój na paski i wymieszaj w misce z odrobiną oleju oraz szczyptą soli i pieprzu. Odstaw na bok.
2)      Do blendera wrzuć kawałki imbiru, przekrojone na ćwiartki szalotki, czosnek i trawę cytrynową. Dolej kilka kropli oleju. Zmiksuj na gładką masę.
3)      W dużym garnku rozgrzej 2 łyżki oleju, następnie dorzuć posiekane chilli i kolendrę. Smaż przez ok. 20 sekund, po czym dodaj zmiksowaną pastę i smaż na mniejszym ogniu przez kolejną minutę.
4)      Do rondla dolej bulion i dorzuć liście limonki. Całość wymieszaj i doprowadź do wrzenia. Przykryj i gotuj na małym ogniu przez ok. 20 minut.
5)      Gdy zupa będzie się gotować, rozgrzej w woku 3 łyżki oleju. Wrzuć paski kurczaka i smaż przez ok. 3 minuty z każdej strony, tak, by się przyrumieniły. Gotowe kawałki kurczaka zdejmij z ognia i osusz z tłuszczu na bibule.
6)      Po upływie 20 minut dodaj do bulionu sos rybny i makaron i gotuj jeszcze przez 2 minuty. Następnie usuń liście limonki i dorzuć: kurczaka, plasterki cebuli, liście kolendry i sok z cytryny. Podawaj od razu.


*Przepis pochodzi z książki KUCHNIA AZJATYCKA, Wydawnictwo Olesiejuk 2009

niedziela, 16 października 2011

Festiwal Kuchni Brytyjskiej. Pochwała kuchni (wbrew pozorom) nieznanej.



Moi drodzy,

Z prawdziwą przyjemnością i podekscytowaniem donoszę, że dołączyłam do akcji nawiązującej do jakże bliskiej mojemu sercu kuchni brytyjskiej. O kuchni tej pisałam już wielokrotnie, dzieląc się z Wami zarówno przepisami, jak i moimi przemyśleniami i spostrzeżeniami dotyczącymi kultury i stylu życia Anglików. Cieszę się więc niezmiernie, że Karolina wpadła na pomysł zebrania w jedno przepisów z tej dziedziny, bo – co powtarzałam zawsze i powtarzać będę nadal – kuchnia brytyjska jest jedną z najbardziej niedocenianych i zbyt pochopnie lekceważonych.

Akcja trwa do końca roku i w związku z tym od czasu do czasu będę dzieliła się z Wami kolejnymi angielskimi przepisami. A ponieważ można dodawać do akcji wcześniejsze posty, póki co dołączyłam do niej już istniejące wpisy, do których odkrycia bardzo Was zachęcam:

Zupa z pieczonej pietruszki i fenkułu (mało urodziwa, ale naprawdę przepyszna!)
Flapjacks: karmelowo-owocowe owsiane batoniki
Zupa krem z brokułów i sera Stilton (lub łatwiejszego do dostania u nas sera Roquefort)

Niestety z przyczyn technicznych udało mi się póki co dodać do akcji tylko część postów, liczę jednak, że wkrótce rozwiążę ten problem, a Was i tak zapraszam w międzyczasie do odkrycia wymienionych przepisów.

A może i Was namówię, byście dołączyli do akcji i poeksperymentowali z brytyjską kuchnią? :)






piątek, 7 października 2011

Jedzenie Po Prostu. Bruschetta ze słodkimi pomidorami i gorgonzolą.


Zanim w ogóle przejdę do przepisu, a nawet do moich tradycyjnych około-kulinarnych wynurzeń, muszę się Wam do czegoś przyznać. Otóż - określenie „Bruschetta” jest w wypadku tego dania lekkim nadużyciem. Tradycyjna bruschetta to solidnej grubości grzanka z chleba, w którą wtarto świeży czosnek i hojnie polano oliwą, ewentualnie doprawiono solą i pieprzem… i dopiero tak przygotowana baza stanowi ramę dla ewentualnych dodatków – pomidorów i bazylii, szynki parmeńskiej, warzyw macerowanych w oliwie… dodanych na już upieczoną kromkę chleba. Nie jest natomiast bruschettą porcja pieczywa zapieczona z dodatkami… czyli właśnie to, co Wam dzisiaj proponuję;)

No, ale że ja w kuchni czuję się bardzo swobodnie, także i bruschettę mogę sobie przygotowywać tak, jak chcę. Zresztą – podstawowym powodem, dla którego lubię zapiekać słynne bruschettowe pomidory jest nie – przekora, ale gorzka świadomość, że dzisiejszym „tomatom” niejednokrotnie wiele brakuje do tego, by mogły zachwycać tylko i wyłącznie czarem własnego smaku. Odpowiednie ich przygotowanie, a następnie zapieczenie w piecu pozwala odtworzyć ten cudowny, słodko-kwaśny efekt, którego w świeżych pomidorach (nawet tych najlepszych) nie udało mi się znaleźć już od dawna.

No ale dość już o tym.

Bruschetta. Bułka z masłem. Kuchenna fraszka-igraszka, trochę jedzenie, a trochę takie fru-bździu – bo czyż przekąskę z chleba z dodatkami można nazwać posiłkiem? W pogoni za wyszukanymi potrawami od najbardziej wybitnych szefów kuchni zapominamy, że nieraz najsmaczniejsze rozwiązania to także te najprostsze. Trochę, jak w życiu – godzinami zadręczamy się poczuciem, że – by znaleźć sens życia - potrzebujemy „czegoś innego” albo „czegoś więcej”, podczas, gdy tak naprawdę to, co sprawiłoby nam najwięcej radości mamy dokładnie przed sobą – rozwiązanie tak genialne w swojej prostocie, że nawet nie pamiętamy, iż w ogóle istnieje.

Nie bójmy się więc żyć, jeść i gotować „po prostu”. Pewnie, że czasem fajnie spędzić nad nowym daniem trzy godziny, a wcześniej tydzień, by dobrać odpowiednie składniki… ale nieraz też to, co najlepsze, jest też najłatwiejsze i najszybsze w przygotowaniu.


Na 4 bruschetty potrzebujesz:

4 kromki pieczywa razowego, najlepiej na oliwie
3 niewielkie pomidory gruntowe, pokrojone w kostkę
Garść listków świeżej bazylii, posiekanych
50 g gorgonzoli, pokrojonej w kostkę
1 łyżka octu balsamicznego
3 łyżki oliwy
2 zmiażdżone ząbki czosnku
1 drobno posiekana papryczka chilli (opcjonalnie)
1 łyżeczka cukru
sól
świeżo zmielony pieprz


Piekarnik rozgrzej do temperatury 180º C. Do miseczki wrzuć pomidory, połowę czosnku, posiekaną paryczkę chilli (opcjonalnie), ¾ listków bazylii, ocet balsamiczny, cukier, 1 łyżkę oliwy, szczyptę soli i odrobinę świeżo zmielonego pieprzu. Całość wymieszaj i odstaw na 10 minut, by smaki się przeniknęły.

W cztery przygotowane kromki chleba wetrzyj pozostały czosnek i pokryj oliwą (ok. ½ łyżki na każdą kromkę, ale można oczywiście dać więcej). Ułóż na naczyniu żaroodpornym i zapiekaj pod grillem przez ok. 5 min. Następnie wyjmij naczynie z pieca i na każdej kromce umieść hojną porcję macerowanych pomidorów. Zapiekaj przez kolejne 6 minut. Wyjmij, na każdej kromce umieść kawałki gorgonzoli, po czym zapiekaj jeszcze przez 2 minuty.

Podawaj od razu, posypane listkami bazylii i świeżo zmielonym pieprzem. Jeśli chcesz, możesz dodatkowo polać bruschettę oliwą i octem balsamicznym, choć mnie wystarczają na ogół te ilości, które dodałam na początku.

środa, 5 października 2011

I to już jesień… zupa z pieczonej pietruszki i fenkułu


Gdy lato mija i nastaje jesień, chętnie sięgam po przepisy kuchni brytyjskiej – niedocenianej, a tymczasem naprawdę prześwietnej. Jest z nią dokładnie ten sam problem, co z kuchnią polską – wbrew pozorom nie tak łatwo dobrze przyrządzić potrawy z jej kanonu, ale gdy już się to zrobi – smakują rewelacyjnie, choć nieraz bazują na bardzo prostych składnikach i rozwiązaniach.

Przez dania kuchni brytyjskiej przemawia solidność i komfort – tak bardzo nam potrzebne, szczególnie jesienią. Nieraz zastanawiałam się, skąd właśnie u Anglików (którzy wcale nie przepadają za jedzeniem) takie pyszne, poprawiające humor rozwiązania, i mam swoją teorię na ten temat. Powód jest – moim  zdaniem – bardzo prosty: potworne, wszechobecne zimno, przed którym nie ma ucieczki, ale które za to przeszywa Cię do kości. Żeby była jasność – w Anglii zimno jest nie tylko zimą czy jesienią, ale przez cały rok. Nie z powodu temperatur – te wbrew pozorom są bardzo przyjemne, a i deszczy jest tam o wiele mniej, niż podaje obiegowa opinia. Nie nie, geneza Wielkiego Chłodu jest zupełnie inna – Anglicy nie wierzą ani w centralne ogrzewanie, ani w izolację ścian, ani tym bardziej w uszczelnianie okien. Stąd często cieplej jest na zewnątrz, niż w środku. Coś jak na południu Hiszpanii, tylko… wyjściowe temperatury nie te same…

No ale jak już sobie urządzisz życie, w którym non stop jest zimno, to musisz się w nim jakoś odnaleźć. I dlatego właśnie – by przetrwać – Anglicy opanowali sztukę przyrządzania całej gamy rozgrzewających potraw. Odkryli też wiele innych sposobów (bynajmniej nie romantycznych) na pokonywanie tego swojego Wielkiego Chłodu, ale o tym kiedy indziej. Teraz dodam tylko, że o jednym z nich – czyli o wszechobecnej gorącej herbacie – już Wam kiedyś pisałam przy okazji przepisu na maślane ciasteczka.

A póki co zapraszam na jeden z rozgrzewających specjałów kuchni brytyjskiej – zupę z pieczonej pietruszki i fenkułu. Brzmi dziwnie? Może i tak. Ale smakuje naprawdę dobrze:)


1 kg korzeni pietruszki
1 duża cukinia
1 fenkuł
1 litr bulionu warzywnego
3 łyżki kwaśnej śmietany + trochę do dekoracji
1 doniczka świeżej natki pietruszki (lepsza, niż pietruszka sprzedawana w pęczkach), posiekana
8 plastrów szynki Serrano (opcjonalnie)
2 łyżki whisky (opcjonalnie)
1 łyżka Ricard lub Pernod
sól
pieprz

Grzanki
4 kromki ulubionego chleba
8 plastrów ostrego sera, np. (cheddar, bursztyn lub ser morski)


Korzenie pietruszki obierz i przekrój wzdłuż. Wrzuć do wrzątku i gotuj, aż warzywa będą miękkie. Dorzuć fenkuł i gotuj jeszcze przez 5-6 minut. Wyjmij warzywa z garnka, zachowując wodę z gotowania.

Cukinię pokrój w grube plastry. Jeśli jest młoda i jej skórka jest cienka, nie musisz cukinii obierać (w przeciwnym wypadku – należy to zrobić). Pietruszkę i fenkuł oraz kawałki cukinii umieść na blasze, skrop oliwą i całość wymieszaj rękoma. Wstaw do pieca i piecz w temperaturze 180º C, aż warzywa staną się złociste.

Następnie przełóż wszystko do blendera, dodaj bulion i wodę z gotowania. Przetrzyj na gładką masę, dodając w razie potrzeby odrobinę wody. Dopraw do smaku solą i pieprzem, dodaj whisky i Ricard (lub Pernod), natkę pietruszki i śmietanę.

Podawaj z kawałkami szynki Serrano (wegetarianie mogą naturalnie pominąć ten element:)), grzankami serowymi i kleksem śmietany, posypane pietruszką i świeżym pieprzem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...