Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 grudnia 2011

Pierwsze urodziny „Delikatesów”. I najłatwiejsze ciasto drożdżowe w świecie:)


 
Moi drodzy, 

Dziś bardzo szczególny dla mnie dzień – Blog „Delikatessen” obchodzi pierwsze urodziny!

Co ciekawe – choć w czasie, gdy publikowałam kolejne przepisy na zupy, przekąski i wypieki w moim życiu zdarzyło się bardzo wiele, to w dniu, gdy mija rok mam okazję siedzieć na tej samej kanapie, po turecku, z laptopem na kolanach i kubkiem mocno osłodzonej herbaty przed sobą – tak, jak wtedy, gdy pod wpływem impulsu zdecydowałam się na stworzenie bloga.

Kilka dni zajęło mi ogarnięcie podstawowych mechanizmów działania serwisu, i w środę, 8 grudnia 2010, opublikowałam na stronie pierwszy wpis.

Jest wiele osób, którym zawdzięczam pomoc w rozruszaniu „Delikatesów” – w tym Ninie, która pierwsza poddała mi myśl założenia takiej strony i wyjaśniła podstawy działania Bloggera. Masie innych osób dziękowałam i dziękuję za inspirację, zachęty i różnego rodzaju pomoc w tym, by mój blog rozwijał się i prosperował.

Specjalne podziękowania należą się jednak Wam, moi drodzy Czytelnicy – gdy zakładałam „Delikatessen”, robiłam to głównie dla siebie, nie sądząc, że ktoś naprawdę będzie chciał czytać moje wynurzenia i czerpać inspirację  moich przepisów. A potem zainstalowałam sobie statystykę wejść i zobaczyłam, jak z miesiąca na miesiąc rośnie liczba wejść, jak – nawet wtedy, gdy czasu na pisanie bardzo mi nagle zabrakło – Wy wciąż wchodziliście i czytaliście:)

I choć bloga piszę niby dla siebie, to jednak – DZIĘKUJĘ. Dziękuję, bo to Wy powodujecie, że gotowanie i pisanie o nim sprawia mi taką radość.

„Delikatessen” to miejsce, w którym jedzenie jednoczy ludzi. Wpadają po chleb, konfitury, francsuki ser i lasagne z garmażerii, zamawiają kawę i wypijają ją przy jednym z przygotowanych przez właścicieli stoliczków. I ja też chciałam, by mój blog był miejscem takich spotkań – może nie dosłownie, ale wirtualnie na pewno:) I jak dbały właściciel dobrych delikatesów zapraszam Was gorąco – wpadajcie na bloga jak najczęściej, bo to Wy tworzycie jego klimat!:)

W ramach podziękowań chciałabym dać Wam urodzinowy prezent od Delikatesów – najłatwiejszy przepis na ciasto drożdżowe, z jakim się kiedykolwiek spotkałam! Przepis przekazała mi ostatnio moja Babcia. Jego ogromna zaleta polega na tym, że nie wymaga wyrabiania i ugniatania (zmory wszystkich kucharek), a mimo to wychodzi lekkie, pulchne i aromatyczne – jak włoskie panettone. Zdumiewające jest to, że efekt końcowy w niczym nie ustępuje tradycyjnym puchowym babom, które wymagają ton jajek i całych godzin wyrabiania – a ciasto smakuje przepysznie!


½ kg mąki
3 całe jajka + 2 żółtka (białka zachowaj do posmarowania ciasta)
¾ szklanki cukru
10 dkg masła
6 dkg drożdży
1 opakowanie cukru waniliowego
garść rodzynek
¾ szklanki mleka
szczypta soli

Kruszonka:

200 g mąki
100 g masła
100 g cukru


1)      W ciepłym mleku rozetrzyj drożdże i 2 łyżeczki cukru. Odstaw na ok. 20 minut, aby całość podrosła.
2)      W międzyczasie wbij do garnka 3 jajka i 2 żółtka, wsyp cały cukier i szczyptę soli.
3)      Masło rozpuść i wlej wąską strużką do jajek, stale mieszając.
4)      Do tak powstałej mieszaniny wlej wyrośnięte drożdże.
5)      Całość dokładnie wymieszaj i pozostaw do wyrośnięcia na min. 3 godziny. Pamiętaj jednak, że po upływie tego czasu mieszanka nie będzie miała ciekawego wyglądu – bardziej będzie przypominać zważone, lekko sfermentowane „coś”, niż wyrośnięty zaczyn. Nie przestrasz się – tak właśnie ma to wyglądać:)
6)      Pod koniec czasu wyrastania masy zrób kruszonkę, siekając masło, mąkę i cukier (prosty przepis znajdziesz np. tutaj). Rodzynki sparz w gorącej wodzie.
7)      Gdy mieszanina drożdży i jajek urośnie, wsyp mąkę i rodzynki. Całość dokładnie wymieszaj, aż powstanie gęsta, gładka masa – możesz zrobić to w malakserze (z mieszakami hakowymi), ale mieszanie powinno być na tyle łatwe, że możesz zrobić to ręcznie. Bardzo szybko i łatwo powinna powstać gładka, gęsta masa.
8)      Formę wyłóż papierem do pieczenia, następnie wylej masę drożdżową i dobrze posmaruj białkiem, jednocześnie wyrównując powierzchnię ciasta. Na wierzch wysyp kruszonkę.
9)      Wstaw do ZIMNEGO piekarnika (nie nagrzewaj go wcześniej!), ustawionego na 150º C dopiero w momencie wstawiania ciasta.
10)  Piecz przez 30 min w temperaturze 150º C. Następnie zwiększ temperaturę do 200º C i piecz, aż ciasto się zrumieni, a wkładany do niego patyczek będzie suchy – w moim wypadku było to ok. 10-15 minut.


niedziela, 27 listopada 2011

Korzenna zupa z pieczonej dyni i gruszek



Ach, jak wspaniałe rzeczy działy się ostatnio w moim domu! Jak nareszcie zapachniało Świętami, i nawet zapadające w środku dnia ciemności nie są w stanie popsuć mi humoru, bo w końcu wczesne wieczory to zapowiedź Bożego Narodzenia:)

Wczoraj wieczorem urządziliśmy w domu rodzinną kolację z okazji Święta Dziękczynienia. Może i nie polska to tradycja, ale jednak tradycja bardzo piękna i nie widzę, czemu jej nie powielić – bo warto raz do roku spotkać się i podziękować za to wszystko, co mamy w życiu, za kolejny dobrze spędzony rok. Na co dzień żyjemy w takim pędzie, że nawet nie ma kiedy przystanąć i zastanowić się, ile dobrego przychodzi do nas każdego dnia – dobrego, które wydaje się nieraz trywialne, a jednak to ono powoduje, że robi nam się ciepło w środku. Wspólnie zjedzony posiłek, czyjeś miłe słowo, list od przyjaciółki, która mieszka daleko, kubek gorącej herbaty, gdy na dworze zimno i ciemno, kęs ciasta, które jest pyszne – oj, jakie pyszne, nowa książka – tak ciekawa, że nie można się oderwać… to dzięki takim miłym akcentom na naszych buziach pojawia się uśmiech, to dzięki nim dzień należy do udanych. Nieraz w oczekiwaniu na wielkie zdarzenia pozwalamy, by wiele tych pięknych chwil minęło niepostrzeżenie, zamiast zrozumieć, że to właśnie umiejętność znajdywania niezwykłości w codzienności pozwala nam budować długotrwałe szczęście.

Cieszyć się z rzeczy małych. Doceniać to, co dookoła.

Smakować życie.


Korzenna zupa z pieczonej dyni – przepis mojej Mamy :)

Na 8 porcji potrzebujesz:

3 kg dyni
4-5 gruszek
1 l bulionu warzywnego
korzeń świeżego imbiru (ok. 8-10 cm)
1-2 łyżeczki imbiru w proszku
1-2 łyżeczki proszku curry
sól
sok z 2 pomarańczy
2 łyżeczki masła
3 łyżki śmietany + po jednej łyżeczce do przybrania
prażone pestki dyni lub migdałów – do przybrania



Gruszki obierz i przekrój na pół, wytnij gniazda nasienne. Ugotuj do miękkości w niewielkiej ilości lekko posłodzonej wody (2-3 łyżeczki cukru). Gdy zmiękną, odcedź i odstaw. W czasie, gdy gruszki się gotują, nastaw piec na temperaturę 200º C.

Dynię pokrój w grube części w taki sam sposób, w jaki kroisz arbuza. Nie odcinaj z nich skórki, natomiast wytnij i wyrzuć włóknisty środek z pestkami Następnie kawałki dyni połóż na blasze skórką do dołu i wstaw je do piekarnika na ok. 30-40 minut, aż będą zupełnie miękkie i przypieczone. Dynię wyjmij, ostudź i łyżką oddziel miąższ od skóry, co po upieczeniu powinno być bardzo łatwe. Skórę wyrzuć, miąższ przełóż do blendera lub garnka, w którym będziesz rozcierać zupę. Dorzuć ugotowane gruszki i zmiksuj na jednolitą masę. Wlej 0,5 l bulionu warzywnego i cały sok z pomarańczy, wetrzyj korzeń imbiru. Zagotuj pod przykryciem. Zupa powinna mieć konsystencję gęstego kremu. Jeśli jest za gęsta – dodaj więcej bulionu. Możesz też użyć wody, w której gotowały się gruszki.

Po ok. 10 minutach zdejmij zupę z ognia i dopraw proszkiem curry, sproszkowanym imbirem i solą. Całość powinna mieć korzenny, orzeźwiający smak. Dodaj śmietanę. Na patelni zrumień na 2 łyżeczkach masła pestki dyni lub płatki migdałowe i osusz je na papierowym ręczniku. Przy podawaniu, każdy talerz zupy ozdób kleksem śmietany i szczyptą prażonych pestek.

* Zupę możesz przygotować tuż przed podaniem, ale jeśli możesz, spróbuj zrobić ją nawet dzień wcześniej – dzięki temu smaki się zintensyfikują.

wtorek, 28 grudnia 2010

Christmas Pudding, czyli pijane bakaliowe „coś”... i kilka słów o nowym Jamiem

Mam nadzieję, że Święta minęły Wam w dobrej, rodzinnej, ciepłej atmosferze. Moje były piękne i śnieżne, pełne pysznego jedzenia, które szykuje się tylko raz lub dwa razy w roku. Prócz innych wspaniałych prezentów znalazłam pod choinką dwie książki z przepisami kuchni azjatyckiej, które z pewnością zawitają wkrótce na łamach Delikatesów.

W stosiku prezentów pewnego członka rodziny podejrzałam natomiast inny świetny kulinarny kąsek: Jamie’s 30 Minute Meals, czyli najnowszą książkę wiecie-kogo. Dopiero niedawno wyszła w UK i o ile wiem, nie doczekała się jeszcze polskiego tłumaczenia, ale odkąd Amazon wprowadził bezpłatną dostawę większych przesyłek do Polski, łatwo zamówić oryginał, lub poczekać kilka miesięcy, bo zapewne tylko tyle zajmie lokalnym wydawcom edycja polskiej wersji:) Książka jest fenomenalna i stanowi świetną inspirację dla wszystkich tych, którzy lubią dobrze gotować i dobrze jeść, nawet, jeśli na co dzień nie mają czasu, by godzinami siedzieć w kuchni.

 
I jeszcze kilka zdjęć ze środka... jak widać, w pół godziny wiele daje się zrobić (choć trzeba wziąć poprawkę na to, że w Anglii wiele produktów jest tak przygotowanych do sprzedaży, że znacznie skracają czas gotowania...)






Na naszym świątecznym stole pojawiło się wiele pysznych potraw, ale zdecydowanie najciekawszą był angielski Pudding Bożonarodzeniowy, wykonany przez naszego Bardzo Ważnego Gościa z Wysp. Zrobiony z bakalii i skąpany w rumie jest naprawdę wyśmienity, choć – jak mówią Anglicy – to naprawdę acquired taste, czyli specyficzny smak, do którego nieraz długo trzeba się przekonywać. I rzeczywiście – gdy pierwszy raz spotkałam się z Christmas Pudding wiele lat temu w Anglii, nie zachwycił mnie zupełnie. Ale z upływem czasu i każdym kolejnym kęsem CP smakuje mi coraz bardziej. Podany z sosem waniliowym, lodami, śmietanką – wychodzi naprawdę wyśmienicie.

Napisałam, że CP to bakaliowe „coś” i rzeczywiście, tak właśnie jest. Trudno powiedzieć, że to ciasto – to bardziej zlepek orzechów, rodzynek, skórki pomarańczowej i innych słodkich pyszności, związanych masą naleśnikową i masłem. A że pijane? No pewnie, że pijane – jakby nie było, przez trzy miesiące przesiąkało systematycznie dolewanym rumem.

Nie będę teraz podawać Wam przepisu na Christmas Pudding – choć robi się go z dużym wyprzedzeniem i długo trzyma, by dojrzał, większy sens będzie miało, jeśli wrócę do sprawy na jesieni, gdy czas po temu będzie odpowiedni – i mam nadzieję, że wtedy wspólnie przygotujemy pudding. Dla mnie będzie to debiut tak samo, jak dla Was!

Choć to nie ja przygotowywałam go w tym roku muszę przyznać, że zdecydowanie warto – jest pyszny, ma głęboki, rumowy smak i stanowi wspaniałe antidotum na typowe świąteczne zasłodzenie, do którego nieustannie dochodzi po spożyciu wszystkich makowców, serników i keksów. A gdy podaje się go na stół i podpala, po raz ostatni podlawszy uprzednio alkoholem – efekt jest naprawdę świetny.

Poniżej zdjęcia – obawiam się, że niezbyt efektowne, ale w Święta tyle się działo, że dosłownie w ostatniej chwili zdążyłam złapać za aparat, gdy pudding pojawił się na świątecznym stole.


I jeszcze zapalone...

piątek, 24 grudnia 2010

A Very Merry (English) Christmas to You All, czyli życzenia i tarta bakaliowa z Mincemeat w prezencie:)


Słyszeliście kiedykolwiek o mince pies? To słodkie babeczki z nadzieniem z bakalii i brandy, jeden ze sztandarowych słodkich przysmaków Bożonarodzeniowych w Wielkiej Brytanii. Mincemeat, czyli nadzienie babeczek, oznacza właściwie mięso mielone. W dawnych, staroangielskich czasach rzeczywiście była to zaskakująca mieszanka mięs, owoców i korzennych przypraw, ale dziś – to najczęściej owocowo-bakaliowa symfonia smaków, podlana alkoholem (choć nawet współcześnie zdarza się spotkać wykwintne, historyczne wersje mince pies z dziczyzną lub wołowiną).

Uwielbiam, uwielbiam, UWIELBIAM mince pies, choć w Polsce trudno się oczywiście na nie natknąć. Co prawda są dla mnie trochę za słodkie (nie jestem wielką fanką słodyczy), ale i tak – smakują wspaniałe. Dlatego miałam wielką nadzieję, że w jakiś sposób zaistnieją w tym roku na świątecznym stole, i tak się stało. Dotarły do mnie z Anglii dwa słoiki pysznego Mincemeat i planowałam zrobić z niego tradycyjne mince pies. Natknęłam się jednak na ten wspaniały przepis na blogu Moje Wypieki i postanowiłam go wypróbować, choć z pewnymi małymi modyfikacjami.

Jest szybki, bardzo efektowny i baaaaardzo angielski, mimo, że w wersji fusion;)            

Mincemeat trudno kupić w Polsce, ale w Anglii już od wakacji mają je w prawie każdym sklepie. Jeśli więc Wy lub ktoś z Waszych znajomych będziecie wybierać się w tamtą stronę, koniecznie zaopatrzcie się w słoik lub dwa. A jeśli nie – warto sprawdzić w okolicach Bożego Narodzenia w spożywczym dziale Marks & Spencer’s, powinni mieć:)

800 g ciasta francuskiego (kupuję mrożone i zostawiam do rozmrożenia)
800 g Mincemeat (2 słoiki)
2 garście orzechów włoskich, posiekanych
2 łyżki skórki pomarańczowej
1 jabłko, pozbawione gniazda nasiennego pokrojone w kostkę
1 białko
½ szklanki mleka
Foremki świąteczne – gwiazdki, serduszka czy co tam lubicie najbardziej:)

Lukier:

Sok z ½ cytryny
5-6 łyżek cukru pudru
ciepła woda (w razie potrzeby, do roztarcia cukru)

Piekarnik rozgrzejcie do temp. 220° C. Blachę wyłóżcie papierem do pieczenia, i ułóżcie na nim ciasto, odkrawając hojny kawałek, z którego wytniecie foremkami gwiazdki lub inne piękne kształty. Na cieście rozprowadźcie Mincemeat, posypcie orzechami, jabłkami i skórką pomarańczową. Z odłożonego ciasta wytnijcie piękne kształty i przyozdóbcie nimi tartę. W kubeczku rozbełtajcie białko z mlekiem i posmarujcie pędzelkiem wierzch tarty (szczególnie ciasteczkowe gwiazdki), by tarta się przyrumieniła. Następnie całość włóżcie do piekarnika i pieczcie przez ok. 20 minut.

Gdy tarta wystygnie, polukrujcie ją: cukier puder rozetrzyjcie z sokiem z cytryny i (ewentualnie) z odrobiną wody, następnie udekorujcie nim ciasto.

Gotowe!



No cóż, pozostaje mi życzyć Wam

Radosnych, Zdrowych, Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia i Wspaniałego Nowego Roku 2011. Choć trudno w to uwierzyć, wchodzimy właśnie w drugą dekadę XXI wieku!



czwartek, 23 grudnia 2010

Korzenne śledzie w oleju, z gałką muszkatołową i tymiankiem


To nasze kolejne sztandarowe danie wigilijne – śledzie korzenne. Kiedyś robiliśmy zwykłe śledzie w oleju, ale pewnego dnia zorientowaliśmy się, że bardzo łatwo możemy nadać im zupełnie nową, lepszą jakość, dodając tymianek i gałkę. Nie zrozumcie mnie źle – nasze tradycyjne śledzie w oleju z cebulką to prawdziwy rarytas, ale na Wigilię, już i tak pełną szalenie tradycyjnych potraw, taka mała „wariacja na temat” pasuje w sam raz:)

Kiedyś śledzie w oleju układałam warstwowo tak samo, jak te w śmietanie: cebulka, śledź, przyprawy, olej, cebulka, śledź, przyprawy, olej… i tak dalej. Któregoś roku było jednak tak, że przygotowywałam je późną nocą (przed Wigilią to nic dziwnego;)), po tym, jak najpierw pracowicie i bardzo długo przyrządzałam śledzie w śmietanie. Byłam już zmęczona i dla ułatwienia sobie zadania postanowiłam po prostu wymieszać w misce wszystkie składniki – kawałki śledzia, cebulę, przyprawy i olej. Przyznam, że efekt był równie dobry – od tej pory trzymam się więc tej uproszczonej receptury. Od razu muszę Was jednak ostrzec, że ten sam zabieg nie sprawdza się niestety przy śledziach w śmietanie – wiem, bo kiedyś próbowałam;) Te muszą być robione jak trzeba, warstwowo.


Bardzo dziękuję mojemu bardzo utalentowanemu Bratu za te przepiękne zdjęcia (oraz za fotografie śledzi w śmietanie i risotta z owocami morza ). Choć przepyszny, śledź nie jest wdzięcznym obiektem estetycznym i niełatwo dobrze go pokazać – tym bardziej dziękuję! :)

Podaję przepis na 0,5 kg ryby:

0, 5 kg filetów śledziowych (jak już pisałam, od wielu lat używam filetów à la Matjas firmy Lisner, przeszły próbę czasu i wiele eksperymentów z innymi śledziowymi opcjami)
2 duże cebule
1 łyżeczka mielonej gałki muszkatołowej
1 łyżka tymianku
250 ml oleju (tak naprawdę można dodać trochę więcej, wedle uznania – co kto lubi;))

Filety śledziowe pokrój na kwadraciki lub romby i wrzuć do dużej miski (UWAGA! filetów wcześniej nie wymaczamy i nie odsalamy! – sól wyciągnie olej, gdy śledzie będą „dochodzić”). Cebulę drobno posiekaj i dorzuć do śledzia. Dodaj pozostałe składniki i dokładnie wymieszaj. Przełóż do słoika i szczelnie go zamknij (ewentualnie możesz pozostawić śledzie w misce, w której były mieszane – trzeba tylko szczelnie przykryć ją folią spożywczą). Włóż do lodówki na co najmniej 24 godziny przed podaniem (ale nie więcej, niż na 2-3 dni).


Babciny śledź w śmietanie


O śledziach nie trzeba się rozpisywać. Bronią się same, i to w każdej formie. Sposobu ich przyrządzania, który przedstawiam Wam poniżej, nauczyła mnie moja Babcia bardzo, bardzo dawno temu. Pierwszy raz przyrządziłam je sama jako mała dziewczynka – miałam wtedy pewnie jakieś dziesięć, no – góra dwanaście lat. Choć zawsze staramy się urozmaicać śledziowy repertuar wigilijny, ta właśnie propozycja to prawdziwy klasyk i cieszy się największym powodzeniem. Przyrządza się ją naprawdę łatwo i chyba nie można jej zepsuć, a smakowy efekt końcowy jest naprawdę fenomenalny. Sekret tego przepisu polega na dwóch ważnych zasadach: po pierwsze, na czasie „dochodzenia” śledzi w lodówce – należy je przygotować 24 godziny przed podaniem (absolutne minimum to 12 godzin). Po drugie – aż boję się to napisać – filetów NIE NALEŻY wcześniej moczyć ani odsalać (chyba, że naprawdę były niemiłosiernie słone). To właśnie śmietana wyciągnie z nich całą sól i złagodzi ich smak, a sos, który powstanie z mieszaniny cebuli, śmietany i soli smakuje wręcz rewelacyjnie.

Trzymajcie się tych dwóch zasad, a śledzie powinny niezawodnie wyjść pyszne!



Poniżej podaję przepis na porcję z 0,5 kg ryby, czyli podstawową – jak podejrzewam – wigilijną ilość. Ponieważ jednak w naszej bardzo śledziolubnej rodzinie wystarczyłoby to akurat na Wigilię dla ok. 6-8 osób (i to przy założeniu, że będą i inne potrawy ze śledzi), dla naszych potrzeb używam ok. kilograma ryby (dzięki temu mamy hojną porcję wigilijną i spory zapas na świąteczne przekąski).

0,5 kg filetów śledziowych (używam filetów à la Matjas firmy Lisner – doszłam do tego na drodze wieloletnich prób i błędów; z przekonaniem używa ich też moja Babcia, która dawniej kupowała śledzie z beczki)
2 duże cebule
400 ml śmietany 12%
1 łyżka octu
1 czubata łyżeczka cukru

Filety śledziowe pokrój poprzecznie na małe kwadraciki lub romby. Cebulę drobno posiekaj. Do śmietany dodaj ocet i cukier, wymieszaj. Dno słoika lub miski pokryj śmietaną, potem cienką warstwą cebuli, a potem warstwą śledzia. Następnie na śledzia połóż cebulę, zalej 1-2 łyżkami śmietany i od tej pory kładź warstwowo śledzia, cebulę a potem śmietanę – aż do wyczerpania zapasów. Na wierzchu powinna znaleźć się warstwa cebuli i śmietana. Słoik zamknij (jeśli robicie śledzie w  misce – szczelnie przykryjcie ją folią spożywczą) i odstaw do lodówki na 24 godziny.



wtorek, 21 grudnia 2010

Świąteczne pierniczki


Bożonarodzeniowe pierniki pieczemy i zdobimy w naszej rodzinie od wielu, wielu lat. Byłam jeszcze zupełnie malutką dziewczynką, gdy zrobiliśmy je po raz pierwszy. Robienie ciasta należało co prawda do mojej Mamy (no, właściwie dotąd troszkę tak jest;)), ale już wycinanie kształtów, pieczenie i lukrowanie było domeną nas, dzieci:) Zdobiliśmy je zawsze z moim Bratem dzień-dwa po upieczeniu, i nieodmiennie zapraszaliśmy wtedy Asię i Zbyszka – naszych przyjaciół z podwórka i nie tylko z podwórka:) No i potem zawsze było tak, że nasza czwórka gromadziła się przy kuchennym stole i małymi rączkami dekorowała pierniczki w najpiękniejszy – jak nam się wtedy wydawało – sposób. Krótko mówiąc, każde z nas nacierało na biedne małe ciasteczka, uszczęśliwiając je lukrem w trzech kolorach, rodzynkami, orzeszkami i – co najważniejsze – wielobarwną cukrową posypką. Dopiero wtedy pierniczki były naszym zdaniem wystarczająco „ładne”, i w ogóle nie przeszkadzał nam fakt, że były zdecydowanie za słodkie od całego tego lukru, i że od samego patrzenia na nie można było dostać oczopląsu;)
 
Jak widać lata lecą, ale w sumie nic się fundamentalnie nie zmienia. Może i zdążyliśmy dorosnąć, może nasze pierniczki są mniej polukrowane, a za to bardziej estetyczne – ale tak samo dekorujemy je wokół kuchennego stołu na kilka dni przed Wigilią. Nie było tylko A i Z (jeśli to czytacie, pamiętajcie – brakowało mi Was wczoraj, ale za to cały czas stawały mi przed oczami te nasze dziecięce piernikowe poczynania:)) Bardzo dziękuję artystom lukro-malarzom – w sumie najładniejsze pierniki wcale nie były moje:)


Pamiętajcie – jeszcze wcale nie jest za późno, bo zrobić świąteczne pierniczki! Poniższy przepis jest łatwy, prosty i - co najważniejsze – błyskawiczny. Od razu przyznam, że przygotowanie ciasta to przede wszystkim zasługa mojej Mamy – ja co prawda powiedziałam, co chciałabym do niego dodać, ale to Mama włączyła te moje postulaty do przepisu, który następnie zrealizowała:) W zakresie doboru przypraw inspiracją był dla nas przepis Agnieszki Kręglickiej, który zamieściła na swoim blogu Nina. Jeśli jednak chodzi o samo ciasto, użyłyśmy przepisu na kruche ciasteczka, by było szybciej i wygodniej. Rezultat – muszę przyznać – rewelacyjny, zwłaszcza, że w przedświątecznym ferworze możliwość uproszczenia receptury bez szwanku dla jakości potraw przydaje się bardziej niż kiedykolwiek.

Można dodatkowo uprościć sobie zadanie, wycinając kształty z gotowych foremek. W tym roku pożyczyłam naprawdę wypasione kształty od koleżanki i możecie zobaczyć je na zdjęciach (pochodzą z DUKA, ale nie widziałam ich już w sklepach od dobrego tygodnia). Natomiast wczoraj, już po upieczeniu pierników, natrafiłam w IKEI na zestaw, któremu nie mogłam się oprzeć. Naprawdę rozbroił mnie renifer, ale pozostałe kształty – wiewiórka, jeż, niedźwiadek i kilka innych – też są po prostu rozkoszne:) Jeśli wciąż nie kupiliście foremek, te z IKEI polecam bardzo gorąco – są przepiękne! Zresztą, co ja tu będę Was przekonywać – sami zobaczcie na zdjęciu:



Dlatego jeśli nie zrobiliście jeszcze pierniczków, albo nawet nie planowaliście ich robić – mimo wszystko upieczcie je koniecznie. Dla dzieci to wielka atrakcja (wiem, bo pamiętam, jak ważne było to dla mnie wiele lat temu), a dla dorosłych – to wspomnienia dzieciństwa, bajkowych Świąt i czasów, w których prezenty przynosił prawdziwy Święty Mikołaj, podjeżdżając pod dom saniami:)

Na ok. 80 pierników średniej wielkości:

60 dkg mąki pszennej
20 dkg masła lub (dla osób uczulonych na nabiał) 20 dkg smalcu, świeżo wytopionego ze słoniny)
2 jajka + 1 żółtko
20 dkg cukru
1 paczka przyprawy do pierników
2 łyżeczki mielonej gałki
1 łyżka mielonego imbiru
½ łyżeczki pieprzu
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
1 łyżka kakao
1 łyżka miodu
100 ml czerwonego wina

Lukier:

250 g cukru pudru
1 białko
gorąca woda (w razie potrzeby)

Piekarnik rozgrzej do temp. 180° C. Wino podgrzać z miodem, aż ten ostatni się rozpuści. Masło (lub smalec) zasyp mąką przesianą z proszkiem do pieczenia i rozetrzyj w rękach (jak przy kruchym cieście) aż całość przybierze konsystencję tartej bułki. Dosyp przyprawy, kawę i kakao. Dodaj jajka i żółtko i wyrabiaj, dodając wino z miodem. Jeśli po wyrobieniu masa jest zbyt wolna i lepka, podsyp mąką, aż ciasto przestanie się kleić do rąk (UWAGA! – mąkę dosypujcie bardzo małymi porcjami, bo na ogół wystarczy jej dodać bardzo niewiele). Wyrobione ciasto uformuj w kulę i odstaw w chłodne miejsce na pół godziny. Następnie od kuli odcinaj małe porcje i każdą cienko rozwałkuj na stolnicy, po czym foremkami lub nożem wycinaj dowolne kształty. Ogromną zaletą tego przepisu jest to, że ciasto nie będzie się rozpływać, więc spokojnie możesz tworzyć formy, jakie tylko Ci się podobają:) Wycięte pierniczki układać na blasze, wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Piec przez ok. 5-10 minut. UWAGA – pierniczki stwardnieją dopiero po wystygnięciu, dlatego nie przejmujcie się, jeśli po wyjęciu będą bardzo miękkie – jeśli ciasto nie jest już surowe, to znaczy, że pierniczki są gotowe.

1-2 dni później dekoruj pierniczki orzeszkami, rodzynkami, kolorową posypką lub cukrowymi perełkami, a przede wszystkim – lukrem:) Cukier puder rozcieraj z białkiem (warto dosypywać go stopniowo, wtedy gładziej się rozetrze). Jeśli będzie zbyt gęsty – dodaj odrobinkę ciepłej wody. Dla uzyskania kolorowego lukru można dodać sok malinowy lub kilka kropel koncentratu buraczanego (róż), lub odrobinę soku ze szpinaku (zieleń).

Widzicie, jakie to proste?



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...