Pokazywanie postów oznaczonych etykietą restauracje i kawiarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą restauracje i kawiarnie. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 marca 2011

Du-Za Mi-Ha… i pikantna zupa kokosowa z kurczakiem


W weekend odwiedziłam knajpkę wietnamską Du-Za Mi-Ha na ulicy Widok w samym centrum Warszawy. Słyszeliście już o niej? Ja wybrałam się tam po raz pierwszy, zachęcona bardzo dobrymi recenzjami w prasie i na gastronauci.pl.

I muszę powiedzieć… podobało mi się. A to z trzech powodów.

Po pierwsze – charakter serwowanych dań. Pojawiają się powoli w Warszawie miejsca z azjatyckim jedzeniem, które nie sprowadza się do glutowatych sosów na bazie mąki kukurydzianej i kapusty pekińskiej. Jest ich jednak wciąż mało. Mnie, uformowanej kulinarnie (jak to szumnie brzmi!) na wszelkich noodle soups, którymi szczególnie zachwycałam się tu i tu, bardzo brakowało tego, co w kuchni wschodu stanowi podstawę – aromatycznych dań z makaronem i dodatkami wszelkiej maści. Piszę, że brakowało – ale odnalazłam je właśnie w Du-Za Mi-Ha. Menu jest bardzo proste, zawiera w sobie jednak to, co moim zdaniem w kuchni wietnamskiej najcenniejsze – bogactwo smaków, aromatów i tekstur, zawarte w dość nieskomplikowanych wbrew pozorom kompozycjach. Choć więc lista dań jest bardzo długa, sprowadza się tak naprawdę do dwóch kategorii – zupa Pho z różnymi rodzajami makaronów i dodatków do wyboru, obficie posypana kolendrą i kiełkami soi, oraz makarony smażone, również w wielu wariantach. Do tego kilka przystawek, w tym pokaźne menu sajgonkowe (nemy), obejmujące wersje zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Zjadłam zupę Pho z makaronem Bun (średnio-cienki ryżowy) i kaczką po pekińsku i muszę powiedzieć, że była przepyszna! Byłam pod szczególnym wrażeniem kaczki – rzadko zdarza mi się trafić na tak dobrze przyrządzoną – była krucha i miękka, a przy tym soczysta.

Po drugie – zachęca też standard miejsca. Nie jest to poziom restauracyjny – nawet zupełnie nie – a mimo to znacznie przewyższa jakość typowych azjatyckich barków. Jest tam czysto, jasno i przyjemnie, oczywiście z zastrzeżeniem, że jest to raczej bar, niż restauracja. Nim powstała Du-Za Mi-Ha, był tam lokal z sushi, i choć miejsce trochę przerobiono i powstawiano więcej stolików, to jednak klimat pozostał. Dodatkową atrakcję stanowią w jednej z sal stoły i siedziska wpuszczone w ziemię, które dają wrażenie jedzenia na podłodze, w stylu dalekowschodnim.

Po trzecie wreszcie – niskie ceny. Wielka miska bulionu z kaczką po pekińsku kosztowała… 17 zł, a większość zup i makaronów oscylowała wokół 13-15 zł. Jak na wielką porcję naprawdę smacznego wietnamskiego jedzenie w przyzwoitym otoczeniu i samym centrum Warszawy, to naprawdę niedużo.

Wszystko to powoduje, że Du-Za Mi-Ha zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i będę tam wracać – i chyba nie tylko ja. W niedzielne popołudnie knajpka tętniła życiem, przewijało się przez nią mnóstwo grupek zamawiających dania na miejscu lub na wynos (jeśli dobre wietnamskie jedzenie wolisz zjeść w zaciszu własnego domu – może to być dobre rozwiązanie!).

Du-Za Mi-Ha jest więc zdecydowanie warta wypróbowania. Taka rekomendacja wiele znaczy w moim wypadku, bo gdy chodzi o azjatyckie makarony – jestem dość wybrdna:)

Przepraszam Was, niestety nie udało mi się zrobić zdjęć (widziałam kilka fotografii Du-Za Mi-Ha w Internecie, jeśli chcecie zobaczyć wnętrze). Tym bardziej jednak będę Was namawiała, byście poszli i wypróbowali sami…:)

Du-Za Mi-Ha
ul. Widok 16
00-023 Warszawa
tel.: (22) 826 18 71

A teraz, by pozostać w klimacie azjatyckich makaronów, mam dla Was fenomenalną pikantną zupę kokosową z kurczakiem. Nie jest wprawdzie wietnamska, ale smakuje absolutnie rewelacyjnie. Oryginalny przepis znalazłam swego czasu u Niny i od tej pory gotuję ją bardzo często, z małymi modyfikacjami. Mam nadzieję, że Wam posmakuje!


Dla 4 osób:

400 ml (1 puszka) mleka kokosowego
500 ml bulionu drobiowego lub warzywnego
2 piersi kurczaka, pokrojone w kawałki
kawałek imbiru o długości 5 cm, pokrojony na kawałki
4 łodygi trawy cytrynowej, pokrojone na kawałki (ewentualnie użyj mrożonej)
1 spora papryczka chilli
4 łyżki sosu rybnego
1 łyżka cukru (najlepiej brązowego)
1 limonka
3 porcje makaronu won-ton lub ramen (azjatycki makaron pszenny)
¼ szklanki wrzątku
kolendra i dymka, posiekane (do posypania)

Marynata:

1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka sosu rybnego
1 łyżeczka octu ryżowego (opcjonalnie)
1 łyżka sosu miodowego lub słodkiego sosu chilli
1 łyżeczka sambal oelek (opcjonalnie)

W misce połącz składniki marynaty. Dodaj kawałki kurczaka, wymieszaj i odstaw na ok. 20 minut.

W garnku rozgrzej bulion, dodaj trawę cytrynową i imbir. Gotuj na małym ogniu przez 10-12 minut. Przecedź, trawę cytrynową wyrzuć, natomiast zachowaj kawałki imbiru i przeciśnij przez praskę do czosnku, z powrotem do zupy. Dodaj chilli, mleko kokosowe, sos rybny i cukier, po czym gotuj przez ok. 7 mnut. Dodaj makaron i ok. ¼ szklanki wrzątku, gotuj przez ok. 2 minuty, po czym dodaj kurczaka i gotuj przez kolejne 2-3 minuty, czyli aż makaron zmięknie, a kurczak będzie już ugotowany, ale ciągle miękki. Tuż przed podaniem skrop sokiem z limonki i wymieszaj.

Zupę podawaj w miseczkach, posypaną kolendrą i dymką.


czwartek, 10 lutego 2011

Restauracja MAHO – bo kto powiedział, że kuchnia turecka to tylko kebab z budki?


*Nim przeczytacie tę recenzję, możecie chcieć się zapoznać z moim wprowadzeniem:)

Byłam ostatnio w otwartej kilka miesięcy temu, jednej z pierwszych tureckich restauracji w Warszawie. Jednej z pierwszych, bo choć dobry kebab zjeść można w wielu stołecznych barach i barkach, mało było dotąd lokali, które serwowałyby turecką kuchnię w bardziej komfortowej oprawie.

Choć początkowo nie wiedziałam, czego się spodziewać, MAHO okazało się zdecydowanie miłą niespodzianką:) Duże, przestronne, urządzone nowocześnie, acz minimalistycznie wnętrze, pełne szkła i zieleni. Brązowe stoliki, dokładnie wycierane i nakrywane przez kelnerów po wyjściu jednych i przed przyjściem kolejnych gości. Białe, proste, geometryczne talerze i miseczki z logo restauracji. I tylko kilka elementów przypomina nam, że znaleźliśmy się w tureckiej restauracji – przede wszystkim kolorowa, ale mająca swój urok fontanna-wodospadzik na jednej ze ścian, znajdujący się nieopodal niej kącik parzenia mocnej tureckiej herbaty, oraz wielka, wielobarwnie oświetlona szklana gablota-chłodnia, w której prezentowane są przygotowane do grillowania potrawy, przyrządzane w jasnej, przestronnej, otwartej na salę kuchni.

Do MAHO wybrałam się w pewien poniedziałkowy wieczór, czyli czas, w którym wiele warszawskich restauracji pozostaje zamkniętych ze względu na małe zainteresowanie gości. Rzeczywiście, poniedziałek nie jest ulubionym dniem na towarzyskie wyjścia, a mimo to MAHO było stosunkowo zapełnione ludźmi. Ok – tłumów nie było, ale żeby znowu pustek – to też nie. Choć wnętrze jest duże, przeszklone i – jak napisałam – dość nowoczesne i minimalistyczne, od razu uderzyła mnie jego miła, przyjazna atmosfera. Być może jej fundamentem są tureccy właściciele (MAHO to restauracja rodzinna), którzy osobiście wszystkiego doglądają, krążąc między stolikami i upewniając się, że goście są zadowoleni. Ponieważ interesuję się gastronomią, wiem, jak bardzo ważna jest ciągła obecność właściciela, i jak wiele – niestety – potrafi popsuć jej brak, co zdążyłam już zaobserwować w kilku miejscach. Na szczęście MAHO do nich nie należy:)


Osobiście byłam też bardzo zbudowana kelnerem, który nas obsługiwał – młody, sympatyczny i bardzo przejęty sytuacją;) Widać było, że bardzo się stara, i muszę przyznać, że niezwykle nas to ujęło. Kilkakrotnie upewniał się, czy wszystko jest w porządku, i zdołał nawet namówić nas na deser – podziwu godna siła przekonywania, bo jak już Wam nieraz pisałam, za deserami nie przepadam i na ogół nie jestem już w stanie ich zjeść, po tych wszystkich przystawkach i daniach głównych, które z kolei uwielbiam:)

Jedna jedyna rzecz, o której trzeba pamiętać, to zróżnicowany czas podawania posiłków. Z recenzji na gastronauci.pl wiem, że potrafi się ona wydłużać, gdy restauracja jest pełna, z nami było zaś wręcz przeciwnie – dania spływały jedno po drugim, co samo w sobie nie jest nietypowe (w Anglii błyskawiczna obsługa to norma), ale ponieważ osobiście bardzo lubię model biesiadowy – czyli siedzisz długo, gadasz długo, jesz długo – jak dla mnie przerwy mogłyby być ociupinkę dłuższe. Podejrzewam jednak, że jest to tylko kwestia większej wprawy – restauracja działa stosunkowo od niedawna i obsługa – w tym również kucharze – wciąż wypracowują najbardziej efektywne metody działania, co jest zupełnie zrozumiałe. Poza tym, prawdę powiedziawszy, nie jest to nic rażącego ani negatywnie wpływającego na wrażenie – warto po prostu o tym wiedzieć i iść do MAHO z nastawieniem, że jego niezaprzeczalnym (ale za to bardzo mocnym!) atutem jest miła atmosfera i przepyszne wręcz jedzenie, niezależnie od tego, czy dostaniemy je natychmiast, czy troszkę później.

Cacik
Turecka herbata
Ano właśnie, skoro o jedzeniu mowa. Dawno nie jadłam tak pysznych tureckich przysmaków! Ktoś mógłby powiedzieć, że po co ma wybierać wersję restauracyjną, skoro budek z kebabem jest w Warszawie mnóstwo, ale to nieprawda. W MAHO urozmaicenie jest ogromne – od najbardziej klasycznego Döner Kebap (24 zł), poprzez absolutnie wyśmienite szaszłyki ze świetnej jakości jagnięciny (powiem o nich jedno – nie wiem, kiedy jadłam w Polsce tak dobrą jagnięcinę!) – 35 zł, co jak na warszawskie standardy jest ceną dość niską za tego typu mięso – aż po specjalne tureckie pizze i mięso z wyśmienitym tureckim serem. Co ważne – mimo dość egzotycznego jakby nie było charakteru kuchni tureckiej – każdy znajdzie tam coś dla siebie. Wielbiciele potraw pikantnych, ale i łagodnych, fani kuchni bardzo mięsnej, ale i lżejszej. Jeśli lubisz jagnięcinę i cielęcinę, uznasz to miejsce za prawdziwie cenne, ale jeśli nie – wciąż będziesz miał wybór innych dań. Próbowałam (i mogę zdecydowanie polecić!) zupę z czerwonej soczewicy z dodatkiem chilli i masła (10 zł), Ispanak – duszony w cebuli i czosnku szpinak na zimno (10 zł), Cacik – czyli znany już powszechnie jogurt z ogórkiem, czosnkiem i miętą (10 zł), Kozde Patlican – smażona cukinia (i chyba bakłażan) w sosie jogurtowo-czosnkowym (14 zł). Ponadto, z dań głównych: Iskender, czyli Döner Kebap podany na specjalnym pieczywie i polany sosem pomidorowym (33 zł), wspomniany już szaszłyk z jagnięciny z węglowego grilla (35 zł) oraz Maho Kebap, czyli pikantny kebab z mielonego mięsa z dodatkiem tureckiego sera (który smakuje trochę, jak grecki Halloumi) zawinięty w turecki chleb i zapieczony (42 zł). Do tego na deser tradycyjna Baklava (12 zł) i mocna, parzona, tradycyjna turecka herbata (2,5 zł). Wszystkie potrawy udało mi się uwiecznić na zdjęciach, nie są co prawda najlepszej jakości (w końcu już nie mogłam się doczekać, by zabrać się do jedzenia!), ale w małym stopniu oddają mam nadzieję pyszność potraw:)

Ispanak, 10 zł

Kozde Patlican - grillowana cukinia, 10 zł

Mercimek Çorbası, zupa z czerwonej soczewicy, 10 zł
Iskender, 33 zł


Kuzu Çöp Şiş, szaszłyki z grillowanej jagnięciny, 35 zł
Maho Kebap, 42 zł

Baklava, 12 zł
 Co ważne – wszystkie mięsa, przygotowane i czekające na grillowanie, widoczne są w wielkiej chłodni – widać więc, że są świeże, a także – że zostały zrobione z mięsa bardzo dobrej jakości, czyli coś, co wyraźnie odróżnia je od większości kebabów i innych tureckich potraw dostępnych w Warszawie. Właściciele prowadzą też przylegający do restauracji sklep z drobiem, jagnięciną, cielęciną i wołowiną – po konkurencyjnych cenach (choć oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że – poza drobiem - mówimy tak w ogóle o mięsach dość drogich!) i wyraźnie wysokiej jakości; na stronie restauracji znalazłam informację, że wszystkie pochodzą z rytualnego uboju.

Co ważne – w restauracji nie podaje się napojów alkoholowych (nie muszę chyba tłumaczyć, dlaczego), ale jest to właściwie nawet plus, zważywszy na to, że MAHO znajduje się blisko Okęcia i najłatwiej dojechać tam samochodem – kierowca nie jest więc poszkodowany;). Restauracja ma charakter bardzo familijny, mile widziane są więc rodziny z dziećmi, dla których przygotowano specjalny kącik.

Dobra wiadomość dla pracujących nieopodal, lub po prostu amatorów dobrego posiłku w ciągu dnia – w dni powszednie w porze lunchu cena wszystkich dań głównych wynosi 15 zł!

MAHO okazało się świetną niespodzianką, na pewno będę tam wracać – polecam ją i Wam!

Restauracja turecka MAHO

Warszawa, Al. Krakowska 240/242
Telefon: +48 22 609 15 48
E-mail:
info@maho.com.pl

niedziela, 6 lutego 2011

Nim przeczytacie moje recenzje…:)


Już wkrótce w Delikatesach pojawi się moja pierwsza gastronomiczna recenzja. Bardzo lubię odwiedzać nowe miejsca i dzielić się potem wrażeniami z innymi, szczególnie, jeśli jakaś napotkana przeze mnie restauracja czy kawiarnia jest moim zdaniem szczególnie warta odwiedzenia. Dlatego nierzadko o jakiejś Wam napiszę, zachęcając do jej odwiedzenia. Będzie mi zawsze bardzo miło, jeśli po przeczytaniu mojego opisu postanowicie odwiedzić nowe miejsce:)… choć oczywiście całkowicie szanuję to, że różne są gusta i smaki.

Wydaje mi się, że opisuję odwiedzone restauracje dość rzetelnie. Jest jednak kilka rzeczy, które chciałabym Wam powiedzieć, nim zaczniecie czytać moje recenzje:

1)      Lubię jedzenie i lubię ludzi. Lubię spotkania z przyjaciółmi, wyjścia w najbliższym gronie i świergot dzieci wcinających lody przy sąsiednim stoliku. Dlatego miejsca, które odwiedzam są bardzo zróżnicowane – od eleganckich restauracji, aż po bardzo wyluzowane knajpko-kafejki czy bary. Nie chcę pisać tylko o tych pierwszych, lecz także o tych ostatnich – nieraz właśnie w niepozornie wyglądających miejscach można spróbować czegoś dobrego, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać.
2)      Wybór prezentowanych miejsc i sposób ich opisywania jest czysto subiektywny; jeśli namawiam do odwiedzin, to tylko z własnego przekonania.
3)      Każde z opisywanych na blogu miejsc zostało przeze mnie odwiedzone – jeśli kiedykolwiek w ramach ciekawostki wspominałabym o nowym miejscu, o którym słyszałam, ale jeszcze go nie odwiedziłam – wyraźnie to zaznaczę.
4)      Wychowano mnie w przekonaniu, że o osobach trzecich należy mówić dobrze albo wcale. Choć nikt nie jest idealny i ja też nie zawsze potrafię powstrzymać się przed złośliwością, staram się, przynajmniej tam, gdzie to nietrudne, nie krytykować przesadnie innych, i dotyczy to również restauracji. Jeśli odkryję miejsce (moim zdaniem) godne polecenia, napiszę Wam o nim; jeśli wyjdę nieprzekonana – pewnie po prostu o nim nie wspomnę… chyba, że ktoś aktywnie mnie zirytuje, obsługa będzie nieuprzejma, talerze brudne, jedzenie niesmaczne a rachunek – odpowiednio (czy raczej nieodpowiednio;)) wysoki. Tak jednoznacznie kiepskich miejsc jest jednak mało, więc i mało będzie zapewne takich recenzji. Skupię się raczej na restauracjach, w których byłam, które polubiłam i które z pełnym przekonaniem mogłabym polecić.
5)      Na studiach pracowałam przez jakiś czas jako kelnerka i barmanka, stąd moja niezwykła wręcz sympatia i zrozumienie dla tych profesji. Pracując nauczyłam się nie tylko nalewania piwa i mieszania drinków, ale przede wszystkim ogromnej pokory w ocenie gastronomicznego personelu. Nikt, kto nie przepracował za barem iluś-godzinnej zmiany w szaloną piątkową noc nie zrozumie, jak to jest – być samą jedną przeciw tłumowi kilkudziesięciu osób, z których każda chce zamówić ileś-tam napojów naraz i jeszcze zapłacić za nie kartą przez terminal, który ciągle się psuje. Dlatego jeśli w tętniącej życiem, oblężonej przez gości restauracji muszę długo czekać na przyjęcie zamówienia lub otrzymanie jedzenia od ewidentnie zagonionych kelnerów, nie czuję nic poza współczuciem i tym bardziej mam ochotę zostawić im napiwek:) Rzecz ma się oczywiście inaczej, jeśli idę w miejsce bardzo eleganckie i drogie, gdzie adekwatnie wysoka liczba personelu wliczona jest w ceny dań (choć i tu, jeśli kelnerów jest ewidentnie za mało, mam pretensje nie tyle do nich, co do kierownictwa za skąpstwo;)) – ale jeśli wybrane przeze mnie miejsce ma charakter, powiedzmy, biesiadowy – czyli niedrogo, wesoło i smacznie – nie mogę mieć żalu do już i tak padającej z nóg obsługi, szczególnie, jeśli stara się przy tym zachowywać pogodę ducha.


6)     Gdy odwiedzam jakiekolwiek miejsca, najważniejsze są dla mnie trzy elementy: jakość jedzenia (i stopień adekwatności cen), atmosfera i elementarna higiena. Reszta mało mnie obchodzi. Rzeczywiście, bardzo przeszkadzają mi wyszczerbione talerze czy niedomyte sztućce, natomiast raczej nie czepiam się tego, że porcje są za małe, jedzenie za drogie (to akurat w dzisiejszych czasach można łatwo sprawdzić wcześniej), albo że kelner, choć bardzo miły, nie z tej strony co trzeba podaje mi talerz. O wiele ważniejsze jest dla mnie, czy przyjemnie w danym miejscu spędzam czas, czy dobrze się tam czuję, czy jego atmosfera dobrze wpływa na przebieg spotkania i samopoczucie moje i moich współtowarzyszy… czy jedzenie jest dobre, czy próbuję go z przyjemnością, czy składniki są świeże… czy z głośników leci fajna muzyka, czy oświetlenie jest kameralne i ciepłe… słowem, czy czuję się tam miło i komfortowo. Zdaję sobie jednak sprawę, że różne są priorytety i że każdy zwraca uwagę na co innego – być może dla kogoś kwestia absolutnie nienagannej obsługi chociażby jest tak ważna, że wszystko inne przy niej blednie, i całkowicie to szanuję – dlatego pamiętajcie proszę, by do moich gastronomicznych tekstów podchodzić z różnym stopniem zaufania, w zależności od tego, na ile Wasze podejście przy ocenianiu restauracji podobne jest do mojego.

Nie zrozumcie mnie źle – oczywiście to, co opiszę, opiszę rzetelnie, ale recenzja zawsze koniec końców będzie trochę subiektywna, bo to od oceny odwiedzającego zależy, czy poleci jakieś miejsce, czy nie. Nie zakładam też, że moja opinia będzie dla Was jednoznacznie wyrokująca, ale tak czy siak, bardzo nie chciałabym wprowadzać kogokolwiek w błąd. Pomyślałam, że jeśli dokładnie napiszę, co lubię i na co zwracam uwagę, łatwiej będzie ocenić Wam, czy moją opinię w ogóle brać pod uwagę, czy nie, w zależności od tego, co w odwiedzanych miejscach ważne jest dla Was. Bo różne są przecież preferencje, i to całkowicie zrozumiałe!

Pozdrawiam Was serdecznie, już wkrótce zamieszczę pierwszą restauracyjną recenzję!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...